poniedziałek, 24 października 2016

Słodkie Czary-Mary czyli ... SSPN w Manufakturze Słodyczy

Ciągle pada, na zewnątrz szaro i smutno. Aby SSPNowiczów nie  dopadła jesienna chandra, postanowiliśmy zaczarować poznańską przestrzeń. Zebraliśmy się pod pręgierzem w centralnym miejscu Starego Rynku i  wyruszyliśmy do manufaktury słodyczy Słodkie Czary- Mary.

Uczestnicy spotkania we wnętrzu Manufaktury
Już od wejścia dało się wyczuć zapach karmelu, z którego jak się później okazało, powstają wszystkie wyroby widoczne w każdym zakątku lokalu.


Zewsząd kuszą kolorowe babeczki, lizaki i cukierki. Rozglądając się z zaciekawieniem spostrzegliśmy, że ściany i meble także ozdobione zostały słodkimi motywami.

Babeczki, lizaki... w manufakturze jest tak kolorowo, że aż palce lizać

Pani Joasia opowiada o produkcji słodyczy

Prowadzącą pokaz pani Joanna, przedstawiła nam krótką historię wyrobu słodyczy, w międzyczasie prezentując poszczególne składniki słodkiej masy, po po czym poprosiła abyśmy przyjrzeli się dokładniej procesowi ich powstawania. 

I faktycznie zaczęły się czary-mary. Na blat stołu trafił ogromny gar z tajemniczą sub
stancją, którą prowadząca zaczęła energicznie mieszać i wsypując lub dolewając kilka składników. Znad garnka uniósł się wielki obłok gorącej pary i po chwili pani Joasia sięgnęła do wnętrza łopatką ukazując wszystkim masę karmelową, z której powstaną nasze lizaki. Poprosiła wszystkich o umycie rąk i dokładne ich wysuszenie, gdyż inaczej wyroby mogłyby zacząć się kleić do rąk i okazać nieudane.



Kawałki karmelu w trakcie obróbki
Następnie jednym energicznym ruchem wylała masę karmelową na kamienna ladę i jeszcze całkiem ciepły, przezroczysty karmel rozprowadziła po całym blacie. Podzieliła masę na części i strzykawkami dodała do każdej barwniki: czerwony oraz zielony, całkowicie zmieniając jej barwę. Zdecydowanymi, wprawnymi ruchami rozciągała kolorowe fragmenty karmelu kilka razy składając i napowietrzając wytwór i wydobywając z nich docelowy kolor. Ostatecznie połączyła jednobarwne, kawałki w całość łącząc w jeden sporych rozmiarów walec. Tak powstała podstawa do dalszej pracy uczestników warsztatów.

"A dlaczego takie połączenie kolorów? Jak sądzicie?" - zapytała nas Joanna. Dość szybko znaleźliśmy odpowiedź. To nasze SSPNowe barwy! Każdą z nich znajdziecie w logo Stowarzyszenia. Czyż nie?
Lizak w trakcie obróbki

Kolejno każdy z uczestników  otrzymał  cienki kawałek walca, który samodzielnie lub z pomocą wolontariusza, zwinął w kształt ślimaka i wcisnął w środek patyczek, a następnie jak najmocniej rozgniótł powstałą masę nadając jej kształt lizaka.


Atena 'ugniata' karmelową masę nadając jej kształt lizaka  

Udaliśmy się do stołów, przy których rozpoczęliśmy nasze warsztaty. Otrzymaliśmy też dodatkowo czarną, zdobniczą masę o zapachu lukrecji by ozdobić otrzymane kawałki karmelu. Śmiechu było ci nie miara ponieważ okazało się, że ręczne wytwarzanie słodyczy wcale nie jest taki proste. 
Wymaga zręczności, zdolności manualnych i zdobniczej wyobraźni, a nie każdy z nas takie posiadał.
Praca wre...

Lecz jak wiadomo w grupie siła - daliśmy radę. Po zakończeniu zdobienia pięknie zapakowaliśmy lizaczki do foliowych woreczków i przewiązaliśmy kolorowymi tasiemkami. Rzecz jasna nasze wytwory wyglądały (jak na nasze możliwości), całkiem profesjonalnie. 
Efekt finalny możecie sprawdzić na zdjęciach poniżej.


Wojtek i Monia...

... oraz Maciej i ich lizaki!

A jako rekompensatę trudu ręcznych prac otrzymaliśmy paczuszkę przepysznych, pachnących karmelków.


Dziękujemy serdecznie Manufakturze Słodkie Czary-Mary za przemiłe przyjęcie naszej grupy. Będziemy Was bardzo słodko wspominać!

sobota, 18 czerwca 2016

Warianty "B" bywają SUPER! SSPN w Starym Zoo w Poznaniu


Cóż to był za niesamowity dzień! Najpierw pogoda płatała nam figle.Od samego rana było chłodno, mokro. Zaplanowaną na ten dzień Grę Terenową w Parku Sołackim  zdecydowaliśmy się przenieść na inny termin. Nie martwcie się - spotkanie na pewno się odbędzie, pytania dojrzeją, pogoda się poprawi. Nie czekając ani chwili dłużej ruszyliśmy do Starego Zoo. A z nami goście z Klubu Absolwenta i nowi wolontariusze.




Okazało się, że wariant rezerwowy był trafiony w 10-tkę. W Pawilonie Zwierząt Zmiennocieplnych trafiliśmy na niepowtarzalną Wystawę Bezkręgowców, prowadzoną przez studentów UAM Wydziału Biologii, pasjonatów nietuzinkowych owadów. Żywy patyczak trzymany  na ręce, czy karaluch olbrzymi to naprawdę niesłychane przeżycie. Podglądaliśmy dwustugramowe ślimaki (pierwszy raz widziałam na żywo tak wielki okaz tego gatunku - taka 'porcyjka" mniam mniam) żabki, kajmany, warany, agamy i boa.Trafiliśmy również  na karmienie zwierząt. Znalazła się także chwila czasu wolnego, rozeszliśmy się więc aby spokojnie pospacerować, pogadać…




Ponieważ pogoda zdecydowanie się poprawiła i wyszło piękne słońce, rozłożyliśmy kocyki i rozpoczęliśmy część piknikową. Konsumując smakowite owoce, serwowane przez Brzozę i delektując się przepysznym sernikiem oraz plackiem z rabarbarem - za wypieki serdecznie dziękujemy naszym wolontariuszkom - Agacie i Mamie Macieja, rozpoczęliśmy turniej bocci.


Zasady gry, która jest dyscypliną paraolimpijską, podobną trochę do bilarda, cierpliwie tłumaczył nam Adam. Zawodnicy podzieleni zostali  na drużyny-czerwoną i niebieską i na znak dany przez Adama, próbowali trafić jak najbliżej białej piłki, starając się jednocześnie wybić z pola gry jak najwięcej piłek drużyny przeciwnej. Okazało się to zadaniem niełatwym. Wśród zawodników znaleźli się profesjonaliści, którzy skutecznie utrudniali przeciwnikom to zadanie. No cóż wieloletnia praktyka czyni mistrzów - przeciwnikom serdecznie gratulujemy wygranej. Emocje towarzyszące rywalizacji skutecznie podgrzały atmosferę spotkania.

fot. J.Solarek, A.Wojciechowski dla SSPN

środa, 25 maja 2016

Karaoke w Hadesie - Okiem Moni



Karaoke w Hades Pool Bilard & Karaoke Club 
© SSPN
Dawno nas tu nie było, ale SSPN działa na pełnych obrotach. Zarząd sypie planami jak z rękawa. Pada pomysł zorganizowania karaoke - jeden z naszych znajomych, Legendarny Bart, śpiewa bowiem w Hadesie. Zabrzmiało groźnie, zapachniało siarką… Ale bez ryzyka nie ma zabawy. Legendarny Bart ma w znajomych Małgorzatę, która tam szefuje. Pytamy więc Gosię:
- Czy można by tak z wózkami, karaoke… tak w listopadzie na andrzejki. 
Na co Gosia 
Jasne zróbmy to! Po co z tym czekać do andrzejek. Co dziś mamy? Środę. Przyjdźcie w piątek!
Stanęliśmy u wrót Hades Pool Bilard & Karaoke Club dwa tygodnie później w sobotę, aby trochę pograć i pośpiewać. Rozpoczęliśmy spokojnie i zupełnie niewinnie od poznania tajników gry w bilard. Wyobrażaliście sobie, że niepełnosprawni też mogą grać? Przekonał nas Tomek Rosik, niepełnosprawny sportowiec, zapalony bilardzista. 
Tomek Rosik w Hades Pool Bilard & Karaoke Club 
© SSPN
Nie każdy z nas dawał sobie radę, ale spróbowali wszyscy. Niektórzy nawet pozostali przy stołach do końca imprezy.
Adam w Hades Pool Bilard & Karaoke Club 
© SSPN
Inni aż się palili, by spróbować swoich sił wokalnych. Szybko zamienili kije bilardowe na mikrofony i wybierając hity z bogatej listy przebojów rozpoczęli śpiewanie. Okazało się, że mamy w swym gronie kilkoro bardzo utalentowanych wolontariuszy. Solo śpiewali m.in. Agnieszka, Karolina, Kamil - stanowiący żywą reklamę SSPN - jako jedyny pojawił się w koszulce SSPN. 
Duet Kasia & Marta w Hades Pool Bilard & Karaoke Club 
© SSPN
Duet Asia & Monia w Hades Pool Bilard & Karaoke Club 
© SSPN
Szybko powstawały także duety: Kasia i Marta, tuz za nimi nuta w nutę Brzoza i Adam, na trzeciej pozycji Monia i Joasia S., ex equo z Magdą śpiewającą z zupełnie nowymi wolontariuszkami: Joasią O. i Pauliną. Prezes dyrygował towarzyszącym w tle chórem. Furorę zrobił duet Gosia & Adam. Szefowa Hadesu zaśpiewała z naszym Adaśkiem ‘Everything I do I’do it for you’ (przyp. tłum.’Wszystko, co robię robię dla Ciebie’). Temat podchwyciła Brzoza i parafrazując tekst refrenu, otworzyła ramiona przed podopiecznymi i zaśpiewała głośno: ‘You know it’s true, everything I do, I do it for YOU! (Wiecie, że to prawda, wszystko co robię, robię dla Was). Sporadycznie, podstępem lub sposobem przejmowali mikrofon stali bywalcy lokalu: Grupa Anny Marii i Fabiana, Legendarny Bard(t) i Szefowa Gosia. Ale SSPN odpierało każdą próbę wrogiego przejęcia ;).
Gdy wyczerpało nas śpiewanie zrobiliśmy sobie przerwę na posilenie się przygotowanymi przez obsługę lokalu pysznymi kanapkami i “drinkami”. Mimo, że drinki nie zawierały ‘procentów’, byliśmy i tak pijani udzielającymi się pozytywnymi wibracjami.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Tak się bawi, tak się bawi! SSPN!

Bal Dwóch Jubileuszy? Dlaczego nie…
SSPNowicze zawsze bawią się dobrze, a tym razem, była ku temu niecodzienna, zdublowana okazja. Tegoroczny bal był wyjątkowy, ponieważ połączyliśmy w nim dwie uroczystości: 30-lecie działalności Stowarzyszenia i 10-lecie organizacji naszych balów.
Tym razem gościny udzieliła nam Restauracja Estella.

Zabawę otworzyła jak zawsze przewodnicząca SSPN, która powitała serdecznie wszystkich przybyłych na imprezę. Zrobiła wszystkim niespodziankę odczytując wiersz autorstwa podopiecznego i członka Zarządu SSPN - Sebastiana, opowiadający o historii naszej grupy i idei powstania balów.
Stowarzyszenie jak zawsze zagwarantowało uczestnikom najlepszą zabawę, o której oprawę muzyczną zadbał, jak co roku, zaprzyjaźniony z nami DJ Jacobe.
Nie obyło się bez niespodzianek, na imprezie pojawili się także niektórzy z dawnych członków Stowarzyszenia.

Pomiędzy tańcami, pysznym poczęstunkiem serwowanym przez obsługę lokalu, a pogaduszkami, wznieśliśmy toast symboliczną lampką szampana. Braliśmy też chętnie udział w konkursach, wygrywając cenne nagrody w postaci karnetu do SPA, na zajęcia jogi czy salonu piękności.




Na półmetku imprezy każdego uczestnika czekała konsumpcja pysznego tortu, upieczonego na tę okazję przez stale nas wspierającą cukiernię “Jagódka”. Wspólnie odśpiewaliśmy okolicznościowe „Sto lat” i ruszyliśmy w tany…


sobota, 20 lutego 2016

SSPN w Muzeum Archeologicznym - Okiem Moni

Dziedziniec Muzeum Archeologicznego
© SSPN
Chcąc poczuć tchnienie dawnej historii Starożytnego Egiptu a także zapoznać się dziejami Prasłowian, w ubiegłą sobotę wybraliśmy się do Muzeum Archeologicznego w Poznaniu. 

© SSPN
Obelisk Ramzesa II
© SSPN
Punktem naszej zbiórki stał się Obelisk Ramzesa II, przy którym zrobiliśmy sobie zdjęcie grupowe. Obelisk z Muzeum Archeologicznym w Poznaniu jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych punktów muzeum. To trzymetrowej wysokości monolit, noszący inskrypcje trzech władców XIX dynastii. Wykonany jest z szarego granitu wydobywanego w okolicach Asuanu. Jego wysokość odpowiada 6 łokciom egipskim, a waga wynosi blisko dwie tony.
© SSPN
Przemieszczając się dalej zapoznawaliśmy się z obrzędami, językiem i zwyczajami panującymi w czasach starożytnego Egiptu. Korzystając udostępnionych nam w muzeum audioprzewodników, dowiedzieliśmy się, że egipska wizja zaświatów i wiecznego życia po śmierci, oparta była na złożonych koncepcjach natury ludzkiej. Fundamentalnym pojęciem było ka, uniwersalna siła życiową, która wyemanowała z Praboga Atuma na początku świata i została przez niego przekazana jego potomkom, Szu i Tefnut. Przechodziła z pokolenia na pokolenie bogów i ludzi, przekazywana przez rodziców dzieciom. Istnienie ka musiało być podtrzymywane poprzez dostarczanie odpowiedniego pokarmu. Tak jak ciało fizyczne wymagało fizycznego pożywienia, tak ka musiało być zasilane niematerialną esencją, zawartą w tym samym pożywieniu. Dotyczyło to również wszystkich przedmiotów potrzebnych w życiu, dlatego ka zmarłej osoby należało zaopatrzyć we wszystko, co niezbędne. Wyrażała to formuła ofiarna: „Tysiąc chlebów, tysiąc dzbanów piwa, tysiąc wołów, tysiąc sztuk ptactwa, tysiąc naczyń z trawertynu, tysiąc szat dla ka błogosławionego NN”.

Aga & Seba
© SSPN
Drugim istotnym pojęciem egipskiej antropologii było ba, przekładane na polski jako „dusza”.. Egipcjanie uznawali wiele odmian ba. Istniały ba bogów (np. feniks był ba boga Ra) i ludzi, ale również obiektów nieożywionych np. miast, bram. Ba wyrażało indywidualność, osobowość człowieka lub materii. Przedstawiano je zazwyczaj w postaci lampki (gwiazdy, „lampy” nieba, uważano za ba zmarłych), a także jako ptaka z ludzką głową. Duchowe aspekty ludzkiej natury obejmowały wiele form np. cień, moce magiczne czy imię.

Wszystkie elementy duchowe były powiązane z życiem człowieka na ziemi. Egipcjanie wierzyli, że po połączeniu ba (duszy), z ka (siłą życiową) powstawała idealna duchowa istota, forma, w jakiej mieli egzystować błogosławieni zmarli, przebywający wraz z bogami. Fizyczne ciało, podlegało po śmierci rozkładowi, nie mogło, więc być wieczną siedzibą doskonałego bytu duchowego. Proces mumifikacji w starożytnym Egipcie miał na celu stworzyć nowe, trwałe „ciało”. Celem nie było zachowanie ciała w maksymalnie niezmienionej postaci a raczej stworzenie, poprzez przeobrażenie i utrwalenie ciała, rodzaju posągu, ponieważ przeznaczeniem zmarłych nie było stałe przebywanie w mumii, lecz swobodne przemieszczanie się we wszechświecie, zwłaszcza przebywanie na polach Jaru lub towarzyszenie orszakowi Boga Słońca. Mumia spoczywająca w grobowcu miała być tylko czymś w rodzaju „mieszkania” albo „sypialni”. Odpowiednie przygotowanie mumii, było długotrwałe, skomplikowane i kosztowne. Przygotowanie mumii trwało ok. 70 dni i miało związek z obserwacjami astronomicznymi – po 70 dniach nieobecności na nieboskłonie pojawiał się ponownie Syriusz, którego wschód zapowiadał nadchodzący wylew Nilu, mający symboliczny związek z ideą odradzania się życia.


© SSPN
Wszystkie elementy duchowe były powiązane z życiem człowieka na ziemi. Egipcjanie wierzyli, że po połączeniu ba (duszy), z ka (siłą życiową) powstawała idealna duchowa istota, forma, w jakiej mieli egzystować błogosławieni zmarli, przebywający wraz z bogami. Fizyczne ciało, podlegało po śmierci rozkładowi, nie mogło, więc być wieczną siedzibą doskonałego bytu duchowego. Proces mumifikacji w starożytnym Egipcie miał na celu stworzyć nowe, trwałe „ciało”. Celem nie było zachowanie ciała w maksymalnie niezmienionej postaci a raczej stworzenie, poprzez przeobrażenie i utrwalenie ciała, rodzaju posągu, ponieważ przeznaczeniem zmarłych nie było stałe przebywanie w mumii, lecz swobodne przemieszczanie się we wszechświecie, zwłaszcza przebywanie na polach Jaru lub towarzyszenie orszakowi Boga Słońca. Mumia spoczywająca w grobowcu miała być tylko czymś w rodzaju „mieszkania” albo „sypialni”. Odpowiednie przygotowanie mumii, było długotrwałe, skomplikowane i kosztowne. Przygotowanie mumii trwało ok. 70 dni i miało związek z obserwacjami astronomicznymi – po 70 dniach nieobecności na nieboskłonie pojawiał się ponownie Syriusz, którego wschód zapowiadał nadchodzący wylew Nilu, mający symboliczny związek z ideą odradzania się życia.
Mumifikacji dokonywali balsamierzy w specjalnych warsztatach, pracujący pod patronatem Boga Anubisa. Aby ciało nie ulegało rozkładowi, należało je przede wszystkim pozbawić wilgoci. Wysuszenia dokonywano przy użyciu natronu (naturalnej sody), obsypując nim ciało, lub okładając je wypełnionymi nim woreczkami. Usuwano mózg, jako najszybciej psujący się narząd, natomiast wnętrzności wyjmowano o mumifikowano osobno, umieszczając je w oddzielnych pojemnikach, tak zwanych urnach kanopskich. W niektórych okresach wnętrzności po zabalsamowaniu wkładano z powrotem do wnętrza ciała (umieszczając jednak w grobowcu puste urny kanopskie). Ciało jak i wnętrzności były płukane winem palmowym, nacierane ziołami i namaszczane balsamami. Następnie pokrywano je żywicami i bandażowano. Żywice po utlenieniu się przybierały często czarny kolor, co sprawiło, że powszechnie uważano, że mumie pokryte są smołą czy bituminem. Początkowo bandażowano oddzielnie każdą część ciała, później zaczęto owijać całą postać, tworząc jednolity „kokon”. Serce natomiast zazwyczaj pozostawiano w ciele. Miało to związek z Sądem Ozyrysa, w trakcie którego Bóg dokonywał ważenia serca jako „świadectwa moralności”. Mumię zaopatrywano zazwyczaj w maskę grobową, ukazującą idealne rysy zmarłego. Często była ona malowana na złoto, boskim kolorem odrodzenia. Na mumii umieszczano plakietki z przedstawieniami bóstw i tekstami odnoszącymi się do mumifikacji i symboliki przejścia na tamtą stronę oraz odrodzenia do życia wiecznego. Między bandażami umieszczano liczne amulety - zazwyczaj w formie kamiennych lub fajansowych symboli życia jak skarabeusz, czy oko.

Daria i zasłuchana Monia W.
© SSPN
Przemieszczając się przy pomocy umieszczonej w budynku muzeum windy, zwiedziliśmy także wystawę przedstawiającą dzieje pierwszych Słowian - ekspozycję Pradzieje Wielkopolski, ukazującą początki państwowości polskiej od osadnictwa ludzkiego, aż po kres starożytności. Archeolodzy, badając pradzieje Słowian, oparli się głównie na pozostałościach kultury materialnej. Nie byli w stanie w pełni zrekonstruować życia dawnych społeczeństw we wszystkich jego przejawach. Twórcy wystawy skupili się na próbie zobrazowania kultury i obyczajów. Jednak zachowane bogactwo zabytków archeologicznych w Wielkopolsce, pozwala na stosunkowo dobre poznanie najdawniejszej przeszłości naszego regionu, jak i na zilustrowanie jego pradziejów.
Każda ukazana tu epoka, posiada jeden lub kilka elementów przewodnich, wokół których zorganizowano pozostałe części ekspozycji, mające w skondensowanej formie przedstawić to, co w danej epoce najistotniejsze. Rekonstrukcje domów, grobów oraz różnorodne konstrukcje (np. piece czy warsztaty), a także sceny, poczynając od epoki kamienia, aż do epoki żelaza. W tym czasie na ziemiach Polski obserwujemy ekspansję Celtów, pod wpływem których dochodzi do znacznych przeobrażeń w kulturze ludów zamieszkujących Europę. Pojawiają się nowe wynalazki (koło garncarskie, ulepszone narzędzie do mielenia ziarna – żarno rotacyjne) oraz zmienia się świat wyobrażeń religijnych. W Wielkopolsce rytm zmian jest identyczny, jak na pozostałym obszarze Polski.

© SSPN
Znacznie więcej informacji zdobędziecie samodzielnie zwiedzając muzeum. Gorąco polecamy!

*recenzja oparta o informacje ze strony Muzeum Archeologicznego w Poznaniu www.muzarp.poznan.pl